Jeansy – spodnie do wszystkiego!

Author

Categories

Share

Jeansy, czy jak kto woli dżinsy, towarzyszą nam od grubo ponad 100 lat. Zostały zaprojektowane u schyłku XIX wieku przez amerykańskiego przedsiębiorcę Leviego Straussa (tego samego od Levi Strauss & Co. czyli popularnych do dziś Levi’sów!). Pierwsze modele tych spodni nie miały jednak nic wspólnego z tymi, które obecnie są w sklepach, bowiem w zamyśle swojego twórcy miały być spodniami… roboczymi, przeznaczonymi głównie do pracy na amerykańskich ranczach! Jednak materiał z którego były uszyte, ich trwałość i krój szybo sprawiły, że jeansy szybko „wyszyły” poza farmy i stały się kultowymi spodniami, bez których obecnie nie wyobrażamy sobie życia. Nie sposób dokładnie opisać ewolucji, jaką przeszły, tak samo, jak nie sposób opisać tego, jak bardzo teraz są kultowe. Ze spodni roboczych, których oprócz farmerów używali także amerykańscy górnicy, stały się ikoną XX wieku, równie często widywaną na luksusowych imprezach, co na punkowych koncertach w garażu.

Jeansy do marynarki, koszuli, swetra?

Istnieje pewien nurt wśród stylistów, powiedzmy tacy konserwatyści, którzy nie wyobrażają sobie połączenia jeansów z koszulą i krawatem, czy marynarką. Ich zdaniem nie można łączyć spodni o roboczym pochodzeniu z garderobą kojarzoną z szykiem i elegancją. My mamy jednak trochę inne zdanie na ten temat. Biorąc pod uwagę swobodny styl, to jak najbardziej możemy połączyć dopasowane dżinsy z luźną, sportową marynarką. Elegancko, a jednak niezbyt zobowiązująco. To bardzo fajne zestawienia na pierwszą randkę, czy do kina. Tylko co z koszulą? Skoro marynarka pasuje, to koszula jak najbardziej! Oczywiście nie mamy tu na myśli eleganckiej koszuli ze spinkami do mankietów, jednak gwarantujemy, że odpowiednio dobrana (kolorystycznie i stylistycznie) koszula, będzie świetnym uzupełnieniem nowych jeansów. Poza tym nosimy to, w czym dobrze sie czujemy! Co prawda mokasyny do dresów będą zdecydowana przesadą, jednak spodnie jeansowe, ze swoją uniwersalnością możemy łączyć praktycznie ze wszystkim!

Barber – trochę inny fryzjer

Nie każdy fryzjer jest barberem, ale każdy barber jest fryzjerem. Wydaje nam się, że barbershop to współczesny wymysł, ale przecież jest on tak stary, jak stary jest zwyczaj noszenia zarostu u mężczyzn. Golibroda w Polsce to absolutnie nic nowego, obecnie po prostu została do niego przypisana pewna filozofia. Współczesny barber ma tatuaże i kraciastą koszulę, ale sama zasada jest taka sama, jak przed wiekami – nadać dzikusowi nieco bardziej ucywilizowany wygląd! Co jest istotne, do aby iśc do golibrody wcale nie trzeba mieć… brody! Barber zaopiekuje się naszą fryzurą, jak nikt inny. Jest to usługa kompleksowa, inna dosłownie o 180 stopni od osiedlowego fryzjera „U Grażyny”. Choć musimy też być świadomi, że cena jest również zupełnie inna. Kombo (broda + włosy) to wydatek około 80 zł, ale możecie mi zaufać – są to genialne zainwestowane pieniądze. Poza tym uwierzcie mi – wyjdziecie zupełnie inni, niż wchodziliście! Wasze Panie padną z nóg!

Barbershop – męskie królestwo

Koncepcja barbera różni się trochę w zależności od miejsca na świecie. W Europie i USA jest możemy powiedzieć, że jest męski fryzjer, natomiast w Turcji, Indiach i innych krajach wschodnich to połączenie fryzjera i masażysty (który masuje nie tylko głowę, ale całe ciało). Na wschodzie to takie męskie SPA. Ale niezależnie od rejonu jest jeden wspólny mianownik – to absolutne królestwo mężczyzn! Co prawda klasyczny barber może być kobietą (barberką? dziwnie to trochę brzmi), ale w barbershopach się kobiet nie strzyże. Co jeszcze jest męskiego u barberów? Na przykład wystrój, często surowy, z dużą ilością drewna i czerwonej cegły. Na próżno nam szukać tam kwiatów na stoliku, czy obrusa na komodzie. Nie, tego nie znajdziemy, ale często znajdziemy… butelkę whisky! Tak, wypicie szklaneczki whisky w oczekiwaniu na nasze miejsce na fotelu to nic nadzwyczajnego. Powiem nawet więcej, ta szklaneczka whisky jest niemal punktem obowiązkowym! To jakby powiedzieć: cześć, jestem, przybyłem!

Author

Share